Piotr Łojek. Fot.Patrycja Stańczuk-Rosińska/MWP

Wywiad z Piotrem Łojkiem ? bratankiem Jerzego Łojka

Jakie piętno odcisnęła zbrodnia katyńska na wnukach bohaterów? Jak patrzy na ten dramat pokolenie urodzone w latach 60? Odpowiedzi na te i inne pytania znajdą Państwo w wywiadzie z Piotrem Łojkiem.

Konrad Kaczmarek: Kiedy i w jaki sposób dowiedział się Pan o losie mjr. Leopolda Łojka?

Piotr Łojek: Odpowiedź nie jest prosta - pochodzę z rocznika '61, a wówczas, w latach 60.,właściwie o sprawach katyńskich się nie mówiło. Nawet w rodzinie, a dzieciom przede wszystkim, żeby przypadkiem tego nie powtórzyły gdzieś publicznie. Pokazano mi wtedy czarno-białe zdjęcia otoczonego metalowym płotkiem pomnika-obelisku z inskrypcją w języku rosyjskim i niegramatycznej polszczyźnie, który Sowieci postawili w Lesie Katyńskim. I pamiętam, że wywarły na mnie bardzo ponure wrażenie. Natomiast świadomość, kim był mój dziadek i jaki los zgotowała mu historia, kształtowała się we mnie powoli i dość naturalnie. Była to po prostu osoba z rodziny, w mundurze oficera Wojska Polskiego, której fotografia wisiała w domu. Wiadomo było, że nie wrócił z wojny, że zginął w Katyniu, ale to czym tak naprawdę był Katyń, docierało do mnie stopniowo. Krążyły książki na ten temat, które zacząłem w końcu czytać, chociażby wspomnienia Stanisława Swianiewicza (z którego wnukiem Pawłem studiowałem zresztą geografię). Stryj Jerzy Łojek opublikował Dzieje sprawy Katynia, a w 1981 on i mój ojciec Tadeusz brali udział w odsłonięciu pomnika w Dolince Katyńskiej w Warszawie. Ale aktywnie zacząłem się sprawą katyńską zajmować w roku '89.

KK: Czy temat zbrodni katyńskiej był obecny w rozmowach rodzinnych czy unikano tego tematu?

PŁ: Unikano, szczególnie w obecności dziecka. Zwłaszcza dziadek Gracjan Jaworowski, członek Komisji Technicznej PCK, mógł mi coś opowiedzieć, przecież żył jeszcze do roku '73, kiedy miałem 12 lat. Docierały do mnie informacje o tym, że przebywał w Katyniu jako identyfikujący ofiary, były one jednak mocno ograniczone – dziadek mógł się obawiać represji. Kiedy mogłem go o to świadomie zapytać, wtedy już niestety nie żył. Pozostało tylko krótkie wspomnienie z jego pobytu w Katyniu w 1943 r. spisane przez stryja Jerzego Łojka.

KK: Czy zechciałby Pan podzielić się wspomnieniami dotyczącymi Pana stryja Jerzego Łojka i jego żony Bożeny Łojek? Jakimi byli ludźmi lub może Pan pamięta jakieś ciekawe wspomnienia z ich życia?

PŁ:  Jerzy Łojek był starszym synem Leopolda Łojka, moim stryjem, czyli starszym bratem mojego ojca Tadeusza. Przez pewien czas w latach 60., co słabo sobie przypominam, mogliśmy mieszkać razem na Nowym Świecie 28 m. 20, w rodzinnym mieszkaniu, które później Jerzy z żoną Bożeną zajmowali sami. Pamiętam, że był człowiekiem trzeźwo myślącym, bardzo konkretnym, oddanym swojej pracy. Pielęgnował archiwa rodzinne, cudem ocalałe z powstania warszawskiego. Kultywował tradycję rodzinną, zwłaszcza pamięć ojca Leopolda – przejął po nim patriotyzm i stosunek do obowiązku służby społecznej. Kiedy był nastolatkiem, stwierdzono u niego ciężką postać cukrzycy, która bardzo utrudniała mu życie. Nie zawsze był sprawny, o czym pisze w swoich wspomnieniach z początku lat 80., kiedy był już u schyłku życia. Zdawał sobie sprawę z tego, że nie będzie żył długo, dlatego każdą chwilę poświęcał swojej pracy. Z jednej strony ograniczała go choroba, z drugiej strony spotykał się z wieloma utrudnieniami ze strony różnych instytucji  - był bowiem historykiem niepokornym i bezkompromisowym, oddanym idei niepodległości. Pomimo kolosalnego dorobku odmówiono stryjowi nadania tytułu profesora, utrudniano wyjazdy zagraniczne. Z jednej strony bardzo pracowity człowiek, umiejący pokonywać trudności, skoncentrowany na swojej pracy, a z drugiej strony opór systemu, który go ograniczał. Nieustannie musiał się z czymś zmagać. W roku '81 był na krótko internowany, ale szczęśliwie zwolniono go po kilkunastu godzinach ze względu na stan zdrowia. Po śmierci przejęła po nim schedę Bożena Łojek, która kontynuowała jego dzieło do roku 2010, czyli do katastrofy smoleńskiej, w której zginęła. O ile wcześniej ograniczała się do opracowywania ikonografii i często pomagała Jerzemu organizacyjnie, to po roku '86, po śmierci Jerzego, zaczęła działać w sferze publicznej. Okazało się, że ma ogromne zdolności organizacyjne. Założyła Warszawską Rodzinę Katyńską, była pierwszą przewodniczącą Federacji Rodzin Katyńskich jeszcze przed oficjalnymi wyborami, prezes Polskiej Fundacji Katyńskiej oraz założycielką Niezależnego Komitetu Historycznego Badania Zbrodni Katyńskiej. Była wymagająca dla siebie i innych, wytrwała i twarda, mówiła prawdę prosto z mostu. Nie zawsze spotykało się to z aprobatą.

KK: Jeszcze jedno pytanie, tak na koniec: Pana stryj przed śmiercią w testamencie przykazał bliskim, aby dalej zajmowali się sprawą katyńską. W jaki sposób udało się Panu realizować testament stryja?

: Zadanie to jest dość wymagające. Jerzy Łojek z zawodu był historykiem. Ja natomiast jestem muzykiem, z wykształcenia geologiem. Naturalne było, że stryj z wielkim zaangażowaniem i pasją walczył o prawdę o zbrodni katyńskiej. Ja zaangażowałem się w te sprawy w roku '89. Brałem udział w przygotowaniu pierwszej wystawy dotyczącej zbrodni katyńskiej w kwietniu 1990 r. pt. Nie tylko Katyń w podziemiach kościoła św. Krzyża w Warszawie, będącej zaczątkiem Muzeum Katyńskiego. Zajmowałem się wtedy również korespondencją przychodzącą od rodzin katyńskich do Niezależnego Komitetu Historycznego Badania Zbrodni Katyńskiej, często zawierającą pamiątki po zamordowanych oficerach, np. kartki pocztowe z obozów. Analizowałem wówczas także, z racji ukończonych studiów geograficzno-geologicznych, topografię lasu katyńskiego na podstawie zdjęć lotniczych Luftwaffe z lat 1943-44 (otrzymanych z archiwów amerykańskich), próbując ustalić właściwe położenie dołów śmierci oraz cmentarza PCK. W tej kwestii istniało wówczas wiele wątpliwości, szczególnie wśród osób odwiedzających po raz pierwszy Las Katyński z pytaniem: gdzie to się naprawdę stało? W związku z tym w roku 1992 byłem dwukrotnie w Katyniu, gdzie wraz z polskimi wojskowymi geodetami-kartografami brałem udział w pomiarach terenowych i w sporządzeniu dokładnej mapy Lasu Katyńskiego, co posłużyło następnie jako podstawa do budowy polskiego cmentarza wojskowego w Katyniu.
Cieszy mnie, że Muzeum Katyńskie przybrało obecną formę i stało się placówką, która wieńczy badanie i upamiętnienie zbrodni katyńskiej. Pozostało jeszcze oczywiście wiele zagadnień niewyjaśnionych i niezakończonych: śledztwo katyńskie, dostęp do wszystkich akt sprawy katyńskiej prowadzonej w Moskwie, kwestia uznania mordu katyńskiego za ludobójstwo, rehabilitacja ofiar. Nie wiem, czy w obecnej sytuacji jest to wykonalne.

KK: Dziękuję Panu za rozmowę.

PŁ: Dziękuję bardzo.


Piotr Łojek (ur. 1961) - muzyk, z wykształcenia geolog. Klawiszowiec. Gitarzysta basowy. Gitarzysta. Kompozytor, autor wielu tekstów („Elektryczne Gitary”, „Beauty Free”). Wnuk majora Leopolda Łojka (lekarza wojskowego), ofiary zbrodni katyńskiej.

Galeria